poniedziałek, 8 grudnia 2008

babski świat

po mniej więcej tygodniowym okresie wzajemnego zarażania się jakimiś wirusami z synem, postanowiłam wziąć się w garść i wrócić do żywych.
przeboleć nie mogę tylko koncertu, z którego musiałam wyjść w połowie, bo dopadła mnie taka gorączka, że ustać się nie dało. i tak koncert życia poszedł się trzaskać.
niemniej jednak nie do końca o tym ;)
postanowiłam się wyzłośliwić....
krajowa myśl techniczna przerosła mnie jakiś czas temu, gdy przyszło mi zamontować deskę sedesową. normalnie origami po polsku. a wydawało by się, że proste jak budowa cepa, co w tym pojęciu też staje się mylne, bo cep w swej budowie wyjątkowo prosty nie jest :P
mimo to, w mojej rodzinie kobiety zawsze radziły sobie w życiu nieźle same i nie przerażały nas malowanie, ani różne nowinki techniczne.
nie przerażał mnie też ostatni zakup moich teściów, znaczy pralka.
stara od jakiegoś czasu odmawiała współpracy stając w połowie prania, zalewając łazienkę i plując pianą na kilometr.
nową kupili szanowny mąż i teściową. wrócili z tych zakupów zadowoleni jak by co najmniej jakiegoś grubego zwierza upolowali.
pralka pralką owszem, model całkiem nowy, parametry mniej więcej takie jakie wybrałam, tyle, że naszpikowana elektroniką, co na przyszłość nie wróży nic dobrego :/ powiedziałam teściowej, że pewnie teraz będę musiała do końca życia przyjeżdżać do niej, żeby nastawić jej pranie.....
obaj panowie zabrali się do rozpakowywania i demontażu blokad. na nic poszło moje gadanie, że trzeba blokady zdemontować do końca. mój teść stwierdził, ze się nie znam i jak się nie da wyciągnąć, to na pewno musi tak pozostać. uznałam, że nie warto dyskutować i zostawiłam ich z pralką. pralka została podłączona i odpalona.
ja uznałam, że nie moja kasa, nie mój problem i z wrodzoną wredotą postanowiłam pomilczeć.
pranie próbne poszło raz dwa, postanowiłam pójść o krok dalej.....
po godzinie wszystko poszło wg scenariusza ;)
mąż mój zerwał się na równe nogi, gdy usłyszał huk w łazience.
w czasie wirowania pralka wystrzeliła prawie na środek łazienki. jak by ktoś doczepił skrzydła to by poleciała ;)
wziuuuuuuuuu.......
blokady zrobiły swoje....
usłyszałam od małża: no powiedz to, czekam.....
hiihhihihi, no pewnie ;) dobrze mieć czasem satysfakcję, nawet ta złośliwą ;)
niestety, teraz pewnie z miesiac spedzę przesiadujac na brzegu wanny i wpatrywaniu się w wirujacą maszynę....

Brak komentarzy: